U góry 2011-05-28 15:23:22
W tej chwili nie jestem sobą.
Załamana perspektywa wrażeń
Wzlatuje poza panujący ład i porządek
Natchnięta do wzruszeń
Najpiękniejszych i bezkresnych.
Wynoszących poza ramy przyzwyczajeń
W czyty, energetyczny strumień
Nie dający się opisać symbiotyczną umiejętnością
ciała i Duszy.
Z opadania wyciągam rękokształtną myśl
Dla oddania nadziei że wróci
Ten jeden płomień na pustyni.
Nie pisałam tu przez tak długi czas, że już straciłam rachubę. W każdym razie nadal żyję i postaram się zaglądać tu częściej. Niedługo wrzucę też część rozmów, jakie przez ten cały czas przeprowadziłam, a którymi jeszcze się z nikim nie dzieliłam :)
Pogodnego dnia :)
Tagi: bóg, wiersz, spirytyzm, kardec
skomentuj (4)
Czy możnaignorować przeszłość? Nie wiem jak to jest u was, ale u mnie istnieje głupiazasada, że na takie pytania, odpowiada się: zależy… Każde pytanie tej natury,ma więcej niż jedną odpowiedź: poprawną, czy błędną – kto wie, zawsze wmieszasię w to subiektywizm.
W każdymrazie, podczas chwil namiastki wewnętrznego oświecenia, spowodowanego głębokimiemocjonalnymi uniesieniami, czuję radość, ulgę, a potem… tęsknotę. Gdyprzeżywacie nieszczęśliwą miłość i gdy ktoś ważny na zawsze znika z waszegożycia, wiecie jakie to uczucie. Przejmująca tęsknota, do czegoś, czego niemożna zdefiniować. Przez moment wydaje mi się, że mam depresję, późniejdochodzą do mnie znamiona wyryte w dalekiej przeszłości, a na końcu pojawia sięświadomość bagażu który za sobą ciągnę i słyszę w głowie pytanie: „Jesteśpewna? Chcesz to wszystko wiedzieć?” Odkręcam gorącą wodę i odpowiadam w duchu:„Tak”, chociaż wcale nie jestem pewna czy potrafię znieść całą prawdę o sobie.Czekam, oblewam się strumieniem i myślę. Wtedy moje pierwsze skojarzeniaprzybierają konkretną formę. Dotykam chropowatego murku na wysokości klatkipiersiowej i wiem, że na dole ciągnie się widok rozległej doliny. Czuję, że nieznam wielu urządzeń, jednak zadowala mnie to co mam w tej chwili. Wiatr mówimi, że to wczesna wiosna. Koniec, nic więcej nie widzę. To jak pojedynczaklatka z jednego z wielu filmów z moim udziałem. Mam jednak świadomość, żemiłych wspomnień jest o wiele mniej niż tych, które wpływają w przykry sposóbna moje teraźniejsze życie.
Zeszczęśliwych chwil pamiętam jeszcze małą rzekę w górach, białą, lnianą sukienkęi drewniane przedmioty, wyglądające jak zabawki. Sprawiały mi wiele radości.Mówiłam w dziwnym języku, byłam też chyba poganką. W tym momencie czułam silneprzywiązanie do otaczającej natury, wręcz ją czciłam.
Czy powinnamszukać kolejnych klatek tego filmu? Ten sam głos mówi mi: „ Już teraz jest ciciężko z przeszłością, po obaleniu muru, możesz nie udźwignąć ciężaru tysięcylat”. Nie chcę się zachłysnąć, chcę wpuszczać krótkie fragmenty, przeanalizowaćje, przeboleć i oczyścić. Byleby serce wytrzymało to wszystko…
Tagi: duchy, dusza, reinkarnacja, spirytyzm, kardec, regrasing
skomentuj (0)
Wiersz 2010-10-06 22:10:34
Mówią, że rozum mój to moja twarz
Serce mam w oczach
A na języku mózg
Czym jestem?
Zgadnę za milion lat,
tak myślę,
Za twarzą w kopule.
Licze się dopóki mnie kwas pustynny nie dotknie
I nóż Araba nie wydłubie mi oka
Czas mnie też spycha na bok
On bruździ bym ja bluźniła
Dołem w policzku,
Żółcią na zębie
Ułamanym
Mnie nie czeka już żadna religia
Tylko dół wykopany
Bo próchno na opał,
A za pień zdrowy grzywna
W tych zimnych ludzkich borach
Tagi: wiersz
skomentuj (0)
Witajcie ponownie. Pewnie większość z was już zwątpiła czy dalej będę prowadzić tego bloga. Otóż będę, chyba zawsze. Przez ostatnie półtora miesiąca wpadłam w szał rysowania. Codziennie wiele godzin spędzam na kartką papieru. Mogę się wtedy zrelaksować, pomyśleć. Robiłam też seansy, te mniej lub bardziej udane. Obecnie odkrywam cudowną umiejętność jasnowidzenia. Ćwiczę i są już tego pewne małe efekty, codzienne drobnostki. W każdym razie podziwiam ludzi, którzy otrzymali taki dar i wykorzystują go w dobrej wierze. Często zastanawiam się, jak wygladało ich dzieciństwo i jak wygląda ich dorosłe życie. Wiele jasnowidzów pełni również rolę medium, co jest dla mnie jeszcze bardziej fascynujące.
Jedna metoda jasnowidzów, od jakiegoś czasu przykuwa moją szczególną uwagę: PSYCHOMETRIA.
Na jednej ze stron internetowych jest to dosyć łatwo i przystępnie wytłumaczone pojęcie:
http://www.paralumun.com/psychometry.htm
Postanowiłam przetłumaczyć:
"Psychometria to zdolność do odczytywania historii konkretnych przedmiotów poprzez trzymanie je w dłoni, lub przykładanie ich do czoła. Zazwyczaj najlepsze są osobiste, małe przedmioty, takie jak:zegarek, pierścionek, klucz."
Dalej dowiadujemy się, że termin ten wymyślił w 1842r niejaki J R Buchanan. Przeprowadził on eksperyment na grupie studentów, w wyniku którego okazało się, że otrzymując buteleczki pewnych lekarstw, reagują oni w ten sam sposób jakby leki owe zażyli. Buchanan wierzył, że przedmioty są w stanie zapisać pewną historię i emocje, które później może odczytać osoba o zdolnościach psychometrycznych.
Nie są do tego potrzebne żadne zabiegi wprowadzania się w trans. Mimo to, osoba trzymająca przedmiot jest w stanie na własnej skórze odczuć emocje towarzyszące jego właścicielowi. Wizje pojawiają się również za pomocą dźwięków, zapachów, obrazów a nawet smaków.
Wizje zazwyczaj są bardzo szybkie i pojawiają się bez logicznego ciągu. Media tracą przy tym pewną dawkę energii i da się u nich zaobserwować wzrost temperatury ciała oraz czasami zaburzony rytm serca.
Niektórzy uważają, że jest to naturalna zdolność człowieka, inni, że mają przy tym miejsce kontakty z duchami.
Ja osobiście zgadzam się z obydwiema tymi opiniami.
Co wy o tym myślicie? Czy próbowaliście kiedyś używać psychometrii? Jeśli tak, z jakim skutkiem?
Tagi: jasnowidzenie, spirytyzm, psychometria
skomentuj (0)
Znów dłuższa przerwa. Głównym powodem jest chyba mania rysowania która pojawiła się pierwszy raz od dwóch lat. Gdy mnie pochłonie, potrafię 10-12h dziennie spędzić nad kartką papieru z ołówkiem w dłoni. Przerażające, bywa to jednak ujściem dla czegoś co nazywam "wolą spełnienia się". Poza tym gdy rysuję, mam czas pomyśleć, popaść w zadumę, odetchnąć.
Ostatnio pisałam o Ochorowiczu. Dziś myślałam o temacie pokrewnym, gdyż pochodzi z zakresu zainteresowań badacza - ideoplastii. Święcie wierzę, że myśl ma siłę sprawczą, a nawet siłę stwórczą. Nie jestem w stanie zliczyć książek jakie napisano o pozytywnym myśleniu, ani osób, które podzielają moje zdanie. W świecie duchowym, operowanie myślą jest głównym narzędziem w naszych rękach. Dlaczego więc nie miało by by tak samo w świecie fizycznym? Materia zaślepia nas, utrudnia nam prawdziwe funkcjonowanie, jestem jednak zdania, że człowiek szukający oświecenia, znajdzie go wyłącznie za pomocą swoich uczuć i myśli. Myśli są naszą pępowiną, na tym obszarze należymy do świata ducha i jesteśmy istotami nieograniczonymi. Jedynym ograniczeniem jest to o czym nie potrafimy myśleć, bądź czego nie potrafimy sobie wyobrazić. Jednak skoro jest to dla nas niemożliwe na pewnym etapie rozwoju, nie odczuwamy tego braku. Nie myśleć, znaczy - nieistnieć. Robimy to instynktownie. Nie wiem czy próbowaliście kiedyś opuścić przed snem swoje ciało, w każdym razie, jednym z warunków jest medytacja wykluczająca myślenie. Trzeba wyciszyć umysł i zmienić częstotliwość naszych fal mózgowych. Przyznam, że nie potrafię długo trwać w tym stanie. Mogłabym to porównać do wstrzymania oddechu. Choć tego nie chcę i tak w końcu łapię się na tym, że zaczynam o czymś myśleć. Gdy nie myślę, słyszę ciszę, dryfuję w pustym balonie. Gdy nie myślę... zdarza mi się usłyszeć głosy, niemal jak podczas seansu. Gdy je słyszę, znów zaczynam myśleć. I tak w kółko.
Skoro myśl, jest naszym najbardziej naturalnym przymiotem, jest też naszą największą siłą łączącą nas z wszechświatem. Potężna niczym energia...Choć możnaby się zastanowić czy myśl nie jest formą energii. Pozwala nam tworzyć. I tu wrócę do rysowania. Tworzymy za pomocą myśli cały koncept i za pomocą naszego fizycznego ciała przenosimy go do naszego świata. Coś co tworzymy musi więc najpierw powstać w świecie duchowym by mogło zaistnieć w świecie fizycznym. Tworzenie myślą daje nam więc nieograniczone możliwości, których efekt może być widoczny na Ziemi. Sugestia, autosugestia, pojęcia te znalazły uznanie w naukowym świecie. Dlaczego więc nie miało by się stać to samo z ideoplastią?
Zawsze zastanawiałam się, dlaczego sytuacje które wyobrażam sobie setki, tysiące razy, rzeczywiście mi się przydarzają? Jest to efekt silnego pragnienia, pomocy aniołów, czy działania myślą? Oczywiście forma może nieco różnić się od wyobrażenia, główny efekt jest jednak taki sam.
Myśl to my, myśl to Bóg, myśl to droga oświecenia. Dziś ludzie nie myślą. Oto ból tego świata. Gdy oglądasz telewizję nie myślisz, gdy robisz zakupy, gdy oddajesz się codziennym błahym zajęciom, zubażasz swą siłę działania i oddziaływania na rzeczywistość w której żyjesz. Poświęć godzinę dziennie medytacjom i filozofii a Twoje życie odmieni się i stanie się bogatsze.
Chciałabym zapytać duchów co one o tym sądzą. Gdy zrobię seans, obiecuję, że go tu opublikuję.
Kończąc swoją paplaninę, zapraszam do przeczytania pokrzepiającego artykułu o ideoplastii. Oto adres strony gdzie można go znaleźć:
Autor odnosi się również do Ochorowicza :)
Tagi: duchy, dusza, myśl, spirytyzm, kardec, ideoplastia
skomentuj (3)
Dziś moje myśli zajął Julian Ochorowicz, większości z was znany jako wspaniały polski mediumista przełomu XIX i XX wieku. Jego osoba wzbudziła we mnie szczere zainteresowanie nie tylko z powodu przeprowadzonych badań i sławnym seansom z Eusapią Palladino (medium z Neapolu). Po zapoznaniu się z pracami Ochorowicza, pozostał we mnie wielki entuzjazm dla jego przemyśleń, sposobu bycia i wiedzy w szczególności. Mediumista, publicysta, wspaniały pisarz (Jego książki czyta się z niebywałą wręcz przyjemnością, przez wzgląd na pisarski polot i lekkie pióro), pedagog, psycholog, wynalazca (wynalazł pierwszy w Polsce działający model piszącego telegrafu elektrycznego), fizyk teoretyczny... Pewnie jeszcze długo by wymieniać.
XIX i XX wiek, opiewały w co raz to nowsze dzieła na temat spirytyzmu oraz tematów mu pokrewnych. Badaczy przybywało z dnia na dzień, a sławne media chętnie z nimi współpracowały dla dobra badań i płynących z nich wniosków. Ochorowicz, początkowo nastawiony sceptycznie do zjawiska "duchów" i do filozofii spirytyzmu, za namową swego przyjaciela, H. Siemieradzkiego odbył podróż do Włoch, od której to zaczęła się era jego współpracy z Eusapią Palladino. (Najpierw we Włoszech, później w Warszawie, w domu Ochorowskiego i jego żony). Siemieradzki seanse z udziałem E.Palladino opisuje w następujący sposób: "Krzesła spacerują po pokoju, przenoszą się na stół, jedno z nich umieszcza się na głowie Prószyńskiego; fortepian gra pod dotknięciem ręki niewidzialnej (...) ręce niewidzialne muskają twarze obecnych, rozdają uściśnienia dłoni i jedna z nich, na moje żądanie, zostawiła ślad pięciu palców na zakopconym talerzu (...) światełka unoszą się pomiędzy nami w różnych kierunkach, hierofon gra i przenosi się z miejsca na miejsce, kroki rozlegają się dookoła nas..." Ochorowicz nie mógł powstrzymać swej ciekawości. Po powrocie do kraju, rzekł iż wrócił nie jako spirytysta ale jako mediumista. O ile nie był przekonany co do filozofii jaką spirytyści przypisywali niesamowitym zjawiskom, o tyle im samym w istocie nie mógł zaprzeczyć i odtąd formułował co raz to nowe hipotezy, chcąc je na drodze naukowej wytłumaczyć. Pozwolę sobie go zacytować (po pobycie w Neapolu): "To co dotychczas widziałem, nie dostarczyło mi żadnego dowodu istnienia duchów. Obserwowane zjawiska, mimo pozorów spirytystycznych, dają się pojąć, przynajmniej w zasadzie, bez pomocy duchów nie gorzej, niż z pomocą duchów. (...) Niemniej jednak muszę przyznać - odróżniając (co się nie zawsze czyni) postawienie kwestii od jej rozwiązania - że jeśli pytanie o nieśmiertelności duszy dotychczas było tylko kwestią wiary, to obecnie, dzięki zjawiskom mediumicznym, kwestia ta, po raz pierwszy, staje na gruncie pozytywnym." Ta wypowiedź jest dla mnie dowodem na otwarty umysł Ochorowicza, który bez naukowych jednoznacznych dowodów nie potwierdza, ale również nie wyklucza, głębszego sensu zjawisk mediumicznych. Wiele jego hipotez budzi dziś nie mniejszą ciekawość niż wiek wstecz. Wykluczając oszustwo, zastanawia się on nad zjawiskami mediumicznymi jako nową, głębszą gałęzią hipnozy. Oprócz tego porusza temat ideoplastii i dopuszcza możliwość istnienia człowieka w odległości od jego własnego ciała. Dowiódł też że poczucie rzeczywistości jest kwestią subiektywną "Wyobrażenie może zasłonić rzeczywistość.". Chętnie poświęcę następną notkę samym tylko jego rozważaniom nad tymi zjawiskami i postaram się spojrzeć na nie również z punktu widzenia spirytystycznego. Może to być ciekawa burza mózgu. (Jakkolwiek moja wiedza z zakresu fizyki jest znikoma, więc oprę się na filozofii i prostych przemyśleniach).
Przedstawiając jakąś historyczną osobowość ludzie wpierw zamieszczają ramy czasowe w jakich ta osoba żyła. Tak mnie temat pochłonął, że całkiem zapomniałam o podaniu tych całkiem zwykłych, podstawowych informacji encyklopedycznych. Pozwolę sobie zaczerpnąć je z internetowego źródła w całości ( http://www.eioba.pl/a76942/dr_julian_ochorowicz ) Jest to moim zdaniem na prawdę dobre i szczegółowe opracowanie. (Jeśli przemawia w tym momencie przeze mnie lenistwo, najmocniej przepraszam):
"Nie tak dawno w Kanadzie i na całym świecie wspominano działalność Bella. Nikt wówczas nie myślał o tym, że może byli i inni badacze, którzy zajmowali się dyscypliną przekazywania głosu ludzkiego na odległość. Do grupy uczonych parających się tymi problemami należał Polak - Julian Ochorowicz, filozof, psycholog, publicysta i wynalazca w jednej osobie.
Pierwszy Polak zajmujący się przesyłaniem obrazów na odległość. Filozof, lekarz, psycholog, literat, wynalazca. Zasada szeregowego analizowania i odtwarzania obrazów podana przez niego jest wykorzystywana we współczesnej TV. Był również pionierem w dziedzinie telefonii jako wynalazca mikrofonów telefonu głośno-mówiącego. Telefon ten demonstrowano na wystawach w Paryżu, Antwerpii i Warszawie. Absolwent (1872) Wydziału Fizyko-Matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego, który powstał w miejsce zlikwidowanej Szkoły Głównej. Opublikował "Wstęp i pogląd ogólny na filozofię pozytywną" (1872) zapewniającą mu miejsce wśród wybitnych przedstawicieli polskiego pozytywizmu. Doktorat uzyskał na uniwersytecie w Lipsku za pracę z zakresu psychologii i fizjologii ludzkiego układu nerwowego i mózgu (1873). Po powrocie do Warszawy redagował "Niwę" wraz z Henrykiem Sienkiewiczem oraz "Bibliotekę Filozofii Pozytywnej".
Urodził się w Radzyminie w roku 1850, zmarł w Warszawie w 1917. Pochodził z rodziny inteligenckiej, rodzice jego byli nauczycielami i im przede wszystkim zawdzięczał pierwsze wtajemniczenia w świat wiedzy i nauki. Początkowo uczył się w Lublinie, później w Warszawie, gdzie po ukończeniu gimnazjum wstąpił na wydział filozoficzno - historyczny Szkoły Głównej. Świadom przemian, jakie szykowały się w popowstaniowej Polsce i w całej Europie, żywo włączył się w nurt pozytywistyczny. Wiedział, że zmiany na lepsze, na nowoczesne pod każdą szerokością geograficzną, mogą się odbywać jedynie pod wpływem ogólnego dźwigania poziomu społecznego, a nauka i wiedza będą motorami napędowymi społeczeństw ustawionych do wyścigu o zawładnięcie przyszłości. Sam aktywnie włączył się w propagowanie prądów nowej epoki - pozytywizmu. Pracownia i laboratorium były stałym miejscem pobytu Ochorowicza. Studia podjęte na wydziałach humanistycznych ukończył na wydziale nauk przyrodniczych i matematyczno - fizycznych. Przemyślenia własne zamknął w dysertacji naukowej "Wstęp i pogląd ogólny na filozofię pozytywną" z roku 1872. Dały mu one miejsce wśród najwybitniejszych przedstawicieli pozytywizmu polskiego. Nie teoretyzowanie lecz pokonywanie trudności naukowych było dla Ochorowicza przyjemnością. W głowie kłębiły się pomysły rozwiązań i pytania wymagające odpowiedzi.
Wyjechał do Lipska, gdzie na uniwersytecie otrzymał doktorat za pracę z dziedziny psychologii i fizjologii ludzkiego mózgu i układu nerwowego. Od wielu wieków tak się układało w dziejach ludzkości, że schyłki stuleci przynosiły większe zainteresowania magią, numerologią, naukami, ogólnie rzecz ujmując, głębi ludzkiej psychiki. Jak przystało na naukowca wielkiej klasy także i Ochorowicz zwrócił się w kierunku niewyjaśnionych zagadnień. Zagłębił się w psychologię, eksperymentował z elektrycznością i elektromagnetyzmem. Od nich droga, już bardzo krótka, powiodła go do parapsychologii, hipnotyzmu i elektrostatyki ciała ludzkiego. Nie znaczyło to wcale, że nie uczestniczył w życiu bieżącym. A i owszem - wspólnie z H. Sienkiewiczem redagował "Niwę" , a już sam - "Bibliotekę Filozofii Pozytywnej". W obu nurtach życia odnosił sukcesy. Był uwielbianym lekarzem dla tych, którym medycyna konwencjonalna odmówiła pomocy. Z powodzeniem uwalniał pacjentów z okowów prześladowań nocnych, z niemocy mówienia o trudnych i skomplikowanych problemach psychologicznych przy pomocy hipnozy, która na Zachodzie uznawana była za rewelację wspomagającą leczenie. W miarę upływu czasu i nabywania doświadczeń w zakresie hipnozy, zwracać się zaczął ku osobowościom silnym i niepospolitym i.... drążył zjawisko telepatii rozumianej jako przekazywanie myśli na odległość.
Ochorowicz uchodził za oryginała w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu. Za marzyciela, który chciał przybliżyć człowiekowi obrazy odległe i z tych uporczywie powracających myśli zrodziła się praca pionierska nad telewizją. W latach 1878 na łamach czasopisma "Kosmos" ukazującego się we Lwowie, po raz pierwszy na świecie pojawiły się omówienia od strony naukowej zagadnień dotyczących sposobu przełożenia promieni świetlnych na prądy elektryczne, przesyłania owych prądów i powrotna ich zamiana na promienie świetlne. Atmosfera jaką wytworzyli wokół niego może mniej zdolni, może mniej pomysłowi koledzy, spowodowała, że zrozumiał, iż we Lwowie nie otrzyma profesury. Wyjechał do Paryża. Tam z zapałem poświęcił się pracy naukowej, utrzymując się z praktyki lekarskiej, podczas której nadal stosował hipnozę. Sen z powiek spędzało mu podczas pobytu w Paryżu przekazywanie głosu na odległość czyli telefonia. W latach 1882 - 87 pracował nad skonstruowaniem najlepszego i najczulszego mikrofonu i telefonu. Odnosił sukcesy - najpierw wprowadzając do powszechnego stosowania mikrofon z opiłkami żelaznymi, potem termomikrofon i wreszcie udoskonalony mikrofon węglowy. Za swoje wynalazki uzyskiwał patenty, a te z kolei wzbudzały zainteresowanie i zachwyt świata zachodniego, a przede wszystkim wojskowych francuskich i władz poczty francuskiej. Głód na nowinki techniczne w końcowych latach XIX wieku był olbrzymi, toteż proponowano Ochorowiczowi udział w wystawach i publiczne pokazy. Korzystał z nich. Na przykład dokonał próby pierwszej linii telefonicznej Paryż - Wersal i zostały one, te aparaty Ochorowicza, wdrożone do użytku i funkcjonowały we Francji aż do roku 1905.
Wykorzystywała je Belgia i zainteresowała się Warszawa. Stały się wytworem stałym spółki Abakanowicz i Ska.
Ochorowicz własny projekt telefonizacji przekazał także do Rosji i zajął nim pierwsze miejsce w rozpisanym konkursie, ale ponieważ odległości jakie chciano w Rosji połączyć przy pomocy wynalazku Ochorowicza były zbyt duże, połączenia nie miały idealnej jakości i z nich na razie zrezygnowano. Niespokojny duch odkrywczy nie pozwolił Ochorowiczowi na dłuższą przerwę, natychmiast podjął próby w zakresie fototechniki wspólnie ze Szczepanikiem, który wówczas pracował nad płowieniem barw. Jednocześnie konstruował przyrządy fotometryczne, które wykorzystywał do własnej pracy z pacjentami. Tego nie mogło zaakceptować skostniałe warszawskie środowisko lekarskie, wyrzuciło Ochorowicza poza nawias, a ten spakował walizki i wyjechał na Śląsk......i odkrył dla szerokiej rzeszy klimatyczne walory Wisły, która jemu właśnie zawdzięcza najazd kuracjuszy.
W 1906 roku Ochorowicz wybrany został na sekretarza Międzynarodowego Instytutu Psychologii w Paryżu. Kadencja trwała rok. Ochorowicz wykorzystał ten czas na eksperymentowanie w dziedzinie psychologii doświadczalnej. Po powrocie do Polski najpierw mieszkał w Żeraniu - ten jeszcze nie był dzielnicą Warszawy, a od 1912 roku w Warszawie. Stał się filarem Instytutu Psychologicznego. Tam także powstało dzieło jego życia - "Psychologia i medycyna", nad którym pracował przed śmiercią, w latach 1916-17. Zapytacie Państwo, no a gdzie Kanada ? - odpowiadam. Obok zamieszczony jest wizerunek dwumembranowego telefonu magnetycznego konstrukcji Juliana Ochorowicza, który można zobaczyć w Muzeum Techniki w Toronto. Jak tu trafił, mogę się jedynie domyślać, prawdopodobnie za pośrednictwem jakiegoś emigranta z Francji lub Belgii, bo tam realizował Ochorowicz swoje ambicje konstruktora telefonii.
Wisła, pełna sanatoriów i domów wczasowych niewielka miejscowość w Beskidzie Śląskim, emanuje niezwykłymi wibracjami, które zawsze przyciągały parapsychologów, jasnowidzów i ludzi sztuki.
Wisłę odkrył dr Julian Ochorowicz (1850-1917). Po powrocie z Paryża w 1898 roku, gdzie nawiązał kontakty z badaczami parapsychologii, zajął się badaniem "mediumizmu fizycznego", jak wówczas nazywano psychokinezę, czyli zdolności oddziaływania na przedmioty na odległość.
Tu natchnienie czerpali Prus i Reymont.
W swojej wiślańskiej willi Ochorowicz urządził również pracownię. W latach 1909-1912 eksperymentował z medium Stanisławą Tomczykówną, uzdolnioną psychokinetycznie warszawianką. Wprowadzał ją w stan hipnozy, a wtedy dziewczyna poruszała przedmiotami lub podnosiła je samą siłą umysłu. Ochorowicz dokumentował swoje seanse, robiąc zdjęcia, a nawet filmy. Szkoda, że jego niespodziewana śmierć w 1917 r. przerwała pracę. Ostatnia z sekretarek Ochorowicza, obdarzona medialnym talentem Jadwiga Domańska twierdziła, że mistrz dyktował jej po swojej śmierci materiały uzupełniające badania.
Do dziś zachowana murowana willa "Ochorowiczówka" (słynny radiesteta ksiądz Karol Huebner pomagał w znalezieniu odpowiedniego dla niej miejsca) gościła znanych pisarzy. Władysław Reymont tu napisał pierwszy tom "Chłopów". Bolesław Prus był wręcz zafascynowany Ochorowiczem, który w rezultacie stał się pierwowzorem postaci Ochockiego w "Lalce" oraz zainspirował powstanie "Faraona". Na kartach "Emancypantek" pojawiły się echa seansów medialnych, w których Prus uczestniczył na zaproszenie Ochorowicza.
1877 r. Julian Ochorowicz, polski psycholog, tworzy teoretyczne podstawy telewizji monochromatycznej, rozważając możliwości przekazywania obrazu złożonego z maleńkich punkcików - koncepcja Ochorowicza opiera się na wykorzystaniu wynalezionej wcześniej fotokomórki. Skonstruowana przez niego kamera przekazywała sygnał pękiem kabli do ekranu zbudowanego z żarówek."
Tagi: duchy, dusza, spirytyzm, kardec, julian ochorowicz
skomentuj (5)
Moi drodzy właśnie wróciłam znad Bałtyku i naszej pięknej polskiej plaży. Miałam czas na odpoczynek, pozbieranie myśli i spojrzenie na wszystko leniwym, wakacyjnym okiem. W międzyczasie przeczytałam kilka książek. Odświeżyłam sobie "W stronę światła" Moodiego oraz zabrałam się za "Dalej niż światło" Pani Atwater. Niektórzy z was wiedzą już, że pochłonęła mnie tematyka śmierci klinicznej. Drugą wymienioną książkę traktuje trochę jak uzupełnienie pierwszej, ze względu na podobne podejście do tego zjawiska. Autorka jednak poświęca jeden z rozdziałów "doznaniom piekielnym" na granicy śmierci. Wydało mi się to bardzo ciekawe, zwłaszcza, że rzadko słyszymy o negatywnym przebiegu śmierci klinicznej, patrząc oczami umierającego. Przypadki opisywane przez media dają nam jednowymiarowy obraz, ukazujący śmierc jako doznanie wypełnione światłem, miłością, boskimi istotami... Co oczywiście w większości pokrywa się z prawdą. Gdy przeczytałam o doznaniach piekielnych, (do których można zaliczyc np. czarną dziurę, pustkę, "demony") oraz dowiedziałam się, że przypadki te występowały u osób o myślach depresyjnych, samobójczych, bądź u osób które odczuwały strach i poczucie winy będące wynikiem ich postępowania w życiu, upewniłam się co do teorii, którą otrzymałam na jednym z seansów. Głosi ona, iż to gdzie początkowo trafimy i jak będziemy znosic śmierc zależy w ogromnej mierze od naszego wyobrażenia śmierci, bądź ukrytych lęków jakie w sobie nosimy. Ktoś kto czuje się winny zabiciu owada jako istoty żywej, prawdopodobnie odczuje jej ból i tak dalej. Oczywiście nie robiłam w tym kierunku żadnych badań, natomiast sądzę, że mogłoby to byc ciekawe doświadczenie. Moim zdaniem wyjaśnia to wiele kwestii oraz uniwersalnośc naszej w cudzysłowie "kary". Wierzę, że to nie Bóg nas karze, gdyż on nie przejawia wobec nas negatywnych uczuc. Na pewnym etapie naszego rozwoju wiemy więcej o moralności i o tym jak powinniśmy postąpic w danej sytuacji. Bardziej szanujemy życie, więc działanie przeciwko ideom które popieramy, mogą w niektórych wzbudzic poczucie winy. To całkiem normalne. Byłoby jednak błędem postawienie sobie surowej oceny i zadręczania się tym. Osoby niepewne przyszłości i tego co czeka je po śmierci obawiają się często zaniku jaźni, więc mogą trafic w pustkę, osoby bojące się piekła i mające wiele na sumieniu w istocie mogą sobie stworzyc obraz piekła po śmierci. Myślę, że to my tworzymy swoje "doznania piekielne" nie Bóg. I wcale nie po to, żeby się zadręczac. Nasza dusza widocznie potrzebuje takiej nauki. Po wielu eksperymentach, Pani Atwater dowiodła, że mimo traumatycznego wyrazu doznań piekielnych, mają one w dalszej perspektywie pozytywny wpływ na życie człowieka, który je przeżył. Jak to ujęła w stosunku do jednego z pacjentów: "Stał się lepszym człowiekiem". Nie dziwię się więc gdy na seansach spotykam duchy, które byc może za życia nie były wzorem cnót, jednak po śmierci czekało na nich wspaniałe światło i odwrotnie, takie które nie popełniły wielkich błędów, a jednak w ich mniemaniu powinny za to odpokutowac i robią to, opisując mi swoje męki. Sprawa rozwoju każdej istoty powinna byc rozpatrywana w indywidualny sposób, bez generalizowania. Na zakończenie przytoczę cytat z "Rozmów z Bogiem" (ostrzegam - kontrowersyjny),gdzie z ust Boga pada zdanie: "Zdziwiłbyś się, ale Hitler trafił do nieba".
Dla chętnych podaję dane książki:
"Dalej niż światło" P.M.H Atwater
Tagi: duchy, dusza, spirytyzm, kardec, śmierc kliniczna
skomentuj (0)